Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lush. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lush. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 marca 2011

Pielęgnacja włosów kręconych i gęstych a w tym recenzja Lush American Crem i Karma Komba

Dziś trochę o tym jak pielęgnuję włosy.

Zacznijmy od tego, że mam bardzo gęste włosy i bardzo kręcone. Gdzieś tak do ramion i prostą grzywkę.
Zawsze używałam szamponów prostujących z Nivea, Schwarzkopf a czasem Toni & Guy nie było mowy o umyciu głowy innym szamponem albo nie użycie odżywki do spłukiwania. Bo wtedy na drugi dzień nie potrafiłam nawet związać włosów, które były jak 3x moja głowa :/ dodatkowo używałam jedwabiu do włosów, który niby mi tam pomagał ale nie bardzo. Myję głowę co dwa dni i co dwa dni prostuje grzywkę a tak przynajmniej 1 w miesiącu prostuję całe włosy.
Pod wpływem tych wszystkich recenzji Lush'a, zamówiłam sobie kilka produktów i od tego czasu moja pielęgnacja zmieniła się i moje włosy też :)

Teraz używam tylko tych 3 produktów :



Karma Komba - szampon w kostce, który niestety mi się kończy (zdjęcie zrobione dawno). Ma intensywny zapach, ale przyjemny. Po 2 tygodniach używania widać było zmianę na moich włosach. Wyglądają i są zdrowsze, gładsze, błyszczące i mniej się puszą. A zapach utrzymuje się do następnego mycia. Szampon pachnie pomarańczą i ogólnie owocowo. Wystarczy zwilżyć włosy i parę razy potrzeć i tworzy się megapiana. Szampon jest bardzo bardzo wydajny ja po ponad 3 miesiącach używania mam jeszcze 1/3 ze zdjęcia. Teraz gdy skończyła mi się odżīwka zauważyłam że włosy szybciej mi się przetłuszczają niż kiedyś. Jednak z odżywką było normalnie.

American Cream - podobno pachnie wanilią i truskawką, ale moim zdaniem nawet koło nich nie leżało. Zapach jest słodki i delikatniejszy niż w przypadku szamponu. Konsystencja jest dość gęsta i wystarczy troszkę produktu na całe włosy. Również bardzo wydajne 250g wystarczyło mi na 3 miesiące używania co 2 dzień. Podobno u niektórych występują po niej bóle głowy. U mnie jednak tak nie było. Odżywka dodatkowo wygładza włosy. I gdy ją stosowałam włosy przetłuszczały mi się po 3/4 dniach czyli tak jak dotychczas. A gdy używam szamponu przetłuszczają się po 1/2 dniach. Nie wiem czy to zasługa odżywki czy nie :)




Toni & Guy - Sprej chroniący włosy przed temperaturą przy suszeniu, prostowaniu czy kręceniu. Używam go od łochhh chyba od pół roku. Za każdym razem przed prostowaniem spryskuję grzywkę. A gdy suszę i prostuję spryskuję całe włosy i nie żałuję sobie jej a  jeszcze jest pełno produktu, wiec moim zdaniem bardzo wydajny. Co do działania to prostuję włosy jak już wiecie często a nie ma na nich śladu. Gdy nie stosowałam produktów Lush, moja grzywka nie była ani troszkę zniszczona, teraz wygląda tylko lepiej. Myślę, że właśnie dzięki Toni & Guy.

Jestem w 100 % zadowolona ze zmian jakie wprowadziłam. Teraz jest mi o milion razy łatwiej okiełznać moje włosy a do tego wyglądają i są zdrowsze, gładsze i błyszczące. Polecam wszystkim wypróbowanie chociaż szamponów Lush bo są strasznie wydajne. Moja mama w tym czasie zużyła chyba 4/5 innych szamponów. A ja nadal ciągnę na mojej kosteczce a mam włosów naprawdę bardzo dużo. Tylko nie wystraszcie się bo pierwsze 2/3 użycia nie są takie cudowne bo włosy muszą się jednak przestawić :)

niedziela, 27 lutego 2011

Zimowa trójka miesiąca - LUTY

Długo mnie nie było ale dzisiaj postaram się to nadrobić zaczynając od 3 miesiąca :)

W tym miesiącu nie mam nic szczególnie zaskakującego, szybko zleciało i nie zdążyłam nic nowego "pokochać" a więc :

lakierem nr. 1 w tym miesiącu został :

Essie - Hot Coco (ręzenzja lakierów Essie już niedługo, jestem w fazie testów innych kolorów)

pielęgnacyjnie bez zmina, uwielbiam moją MOA która się skończyła :( 3 dni przed końcem ważności :)

A co do kolorówki to przeprosiłam się z moim tuszem Oriflame oprócz tego że ten niebieski podobno jest wodoodporny - a to nie prawda. To są CUDOWNE! ślicznie rozdzielają i wydłużają rzęsy :)





wtorek, 1 lutego 2011

Lush - Mask of Magnaminty


To pierwsza recenzja z serii moich Lush'owych przygód :) Na początek zielona, mocno miętowa pasta - MOA to jedna z najlepszych masek do twarzy jakie stosowałam. Jej zapach nie jest drażniący, miętowy troszkę jak pasta do zębów. Co to koloru to oczywiście zielony ;) Występuje w 2 wielkościach 125g i 315g. Po nałożeniu na twarz czujemy przyjemny chłód. Wystarczy że nałożymy cienką warstwę, i potrzymamy ją aż wyschnie, dokładnie widać kiedy ponieważ gdy zasycha zmienia kolor na blado zielony. Nie osypuje się i łatwo się ją zmywa, ja robię to okrężnymi ruchami co dodatkowo działa jako peeling. Po użyciu MOA skóra jest gładziutka a wypryski lekko zasuszone, nie ściąga skóry ani nie podrażnia, lekko rozświetla skórę. Jest bardzo wydajna, używam ją od ponad 2 miesięcy i jestem w połowie mniejszego opakowania 125g a używam jej co drugi dzień. Na początku MOA jest bardziej mokra a po kilku użyciach stała się bardziej gęsta i sucha ale to nie ma wpływu na jej działanie czy nakładanie. Maseczka jest przeznaczona do twarzy i pleców. Jej data ważności to 3 miesiące, mniejsze opakowanie jesteśmy wstanie zużyć, większe napewno nie :( ale to chyba jej zaleta ponieważ wszystkie składniki oprócz Methylparabenu są naturalne. Skład maseczki między innymi to miód i mięta pieprzowa. Cena mniejszej to około 30 zł a większej to 60 zł
Naprawdę szczerze polecam wszystkim bo jest genialna :) a używanie to przyjemność.